Star Trek: Gniew Khana / Star Trek: The Worth of Khan (1982)
Kirstie Alley, to żywiołowa aktorka z charakterystycznym lekko zachrypniętym głosem doskonale wcielająca się w rolę energicznych postaci. W ST nie poradziła sobie jednak z osobą Saavik. Wiem, że za tę rolę została nominowana do nagrody Saturn w 1983 roku. Wolkanka jednak nie powinna zakochiwać się w Admirale Kirku, gdyż to gryzie się z cachą jej rasy. Ja przynajmniej odniosłam takie wrażenie, gdy Saavik, zaczęła się inaczej zachowywać przy Kirku. Chodziła w rozpuszczonych włosach, uśmiechała się do niego. Wiem, że na to miał także wpływ reżyser i scenarzysta, dlatego ich też obarczam winą za to zachowanie aktorki. No ale z drugiej strony nie ma się czemu dziwić. Skoro w pierwszej części Spock płacze, a w jedenastej całuje się z Uhurą, to Saavik ma prawo podkochiwać się w Admirale.
Jeśli chodzi o film, to muszę przyznać, że jest o niebo lepszy od ST:TMP. To niebo to jednak nie cud i nie jestem w stanie nic pochwalić. Muzyka już dużo słabsza, efekty specjalne dalej nie wybiegające w przyszłość, aktorzy nadal do bani. Nie ma jednak dłużyzn, a to znacznie poprawia akcję filmu.
09-01-2011 10:13 AM
Joohn
Administrator
Liczba postów: 616
Dołączył: Apr 2010
Reputacja: 1
RE: Star Trek: Gniew Khana / Star Trek: The Worth of Khan (1982)
Zgadzam się z Tobą scarlett, ale jak zwykle po części Saavik zakochująca się w Kirku nie wypadła najlepiej, było to zdecydowanie bardziej nienaturalne niż np. odchyły Spoka w stosunku do Uhury w XI Co do samego filmu - podobał mi się, rozpoczął taką powiązaną ze sobą serialowo-filmowość która już potem ciągnęła się przez kolejne filmy ST. Na pewno pod względem technicznym jak i samej techniki zrealizowania fabuły przewyższa TMP, ale jednak takiego wrażenia jak (przynajmniej na mnie zrobił) TMP ten już nie wywiera.