Jest to film, przypominający mi pod wieloma względami Dzień Apokalipsy J. Jones’a – czyli, „nie możemy zrobić nic, żeby temu zapobiec”. Nad większe miasta przylatują statki kosmiczne i czekają, czekają, czekają… Cała ludzkość jest w potężnym zagrożeniu. Kosmici rozpoczęli dziwne odliczanie. Nie można ich rozwalić, gdyż statek kosmiczny chroniony jest przez dziwne pole. Jak ich pokonać – nie wiadomo.
Świat pogrążony jest w ogromnym chaosie, ale mimo to telewizja nadal nadaje i prosi o omijanie korków (tylko jak tu ominąć korki, skoro wszyscy uciekają z miasta). Dziwnym zbiegiem okoliczności ludzie którzy rozstali się w chwili ataku odnaleźli się w momencie kulminacyjnym. Typowy film ze szczęśliwym zakończeniem. Brakowało mi grozy, może jakiegoś niepokoju – czegoś co świadczy o wielkiej niewiadomej i ludzkiej kruchości. Tymczasem autorzy pokazali nam tylko jak chcieliby widzieć ludzkość w zagrożeniu. Ludzie nieco panikują, ale i tak wszystko się dobrze skończy.
4/10
07-01-2011 09:58 AM
Joohn
Administrator
Liczba postów: 616
Dołączył: Apr 2010
Reputacja: 1
RE: Dzień Niepodległości / Independence Day (1996)
Trafiłaś w sedno z tą recenzją Pamiętam, że byłem w kinie na tym filmie w czasach premiery i wtedy nie przekonał mnie jakoś specjalnie. Uważałem go za taki powiew nowych czasów - czyli efekciarski s-f bez większego sensu. Teraz mimo oczywiście wszystkich wad które wymieniłaś, uważam że jest to dość solidna produkcja. Przyzwoicie zrobiony, dobrzy aktorzy, akcja na poziomie i przemycany humor typowy dla filmów z W.S.